Ziemniaki pieczone

ziemniaki pieczone

Prosty i smaczny dodatek. Nie tylko do gęsi i nie tylko.

 Składniki:
• Ziemniaki (ilość dopasujcie do ilości zaproszonych),
• Tłuszcz gęsi (ten, który usunęliście z jej d…) lub masło, ewentualnie olej,
• Główka czosnku,
• Sól,
• Pieprz.

Przygotowanie:
1. Ziemniaki (najlepiej w skórce) myję, kroję w ósemki.
2. Z tłuszczu gęsiego wytapiam smalec.
3. Główkę czosnku dzielę na ząbki. Każdy z nich rozgniatam pięścią. Nie trzeba obierać z łusek.
4. Ziemniaki przyprawiam, mieszam z tłuszczem i ząbkami czosnku.
5. Wkładam całość do żaroodpornego naczynia i piekę przez 40 minut w piekarniku.

Marchew w pomarańczowej glazurze

marchew

Składniki na 10 porcji.
• 1 kg marchwi (ilość właściwie wedle uznania),
• ½ l soku pomarańczowego,
• 10 dkg masła,
• 3 łyżki miodu,
• Sól,
• Ostra papryka.

Przygotowanie
1. Marchew obieram, kroję na „zapałki”.
2. Gotuję w soku z pomarańczy z miodem i solą prawie do miękkości.
3. Dodaję masło, paprykę.
4. Redukuję sok z pomarańczy, aby powstała glazura maślano-miodowa. Przez ten czas marchew zmięknie do końca.
5. Podaję na półmisku.

Kapusta modra z żurawiną

kapusta

Składniki na 10 porcji.

• Główka modrej kapusty,
• 1 kieliszek czerwonego wytrawnego wina,
• 1 garść suszonej żurawiny,
• Sok z połowy cytryny,
• Sól,
• Pieprz.

Przygotowanie:
1. Kapustę kroję drobno.
2. Wkładam do garnka, zalewam winem, dodaję żurawinę i gotuję aż będzie „al dente”. Lekko chrupiąca kapusta jest moim zdaniem bardzo ciekawą formą podania. Jeśli lubicie miękką to nic nie stoi na przeszkodzie aby ją ugotować do końca.
3. Dodaję sól, pieprz, sok z cytryny i gotowe

Kasza pęczak z warzywami

pęczak

Składniki dla 10 osób.

• 1 kg kaszy pęczak,
• 1 marchew,
• 1 pietruszka,
• Garść grzybów suszonych,
• 1 liść laurowy,
• Sól,
• Pieprz,
• Szyja i skrzydła z gęsi (lub inne mięso rosołowe).

 Przygotowanie:
1. Grzyby zalewam wrzątkiem.
2. Gdy są już miękkie kroję drobno, wody nie wylewam.
3. Mięso z gęsi gotuję z warzywami i przyprawami do miękkości.
4. Ugotowaną szyję obieram ze skóry, oddzielam mięso i kroję drobno.
5. W wywarze z dodatkiem grzybów gotuję kaszę pęczak (około 20 minut). Proporcja bulionu do kaszy 1,5:1.
6. Ugotowaną kaszę mieszam z warzywami z rosołu pokrojonymi w kostkę.
7. Na koniec doprawiam w razie potrzeby solą i pieprzem.

Tort czekoladowy

tort tort1

Perły, czekolada i żurawina – czyli wszystko, co dla Kobiety najlepsze!

Moja wspaniała przyjaciółka znana jako „Kobieta” miała urodziny. Mimo wielu podchodów i głębokiej strategii negocjacyjnej nie dała się namówić na zorganizowanie imprezy urodzinowej. No ale jakie to urodziny bez imprezy? Trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić mini przyjęcie niespodziankę.

Został zrobiony u Kobiety booking na sobotni wieczór, żebyśmy przypadkiem nie imprezowali na wycieraczce oraz żeby staniki i stringi nie walały się po salonie. Mimo oporu ten etap projektu został zrealizowany w 100%.

Jak urodziny to i tort. Czekoladowy.

Kobieta czekoladę lubi. Ja zresztą też. Choć pewien weterynarz mówił, że na nerki szkodzi. A ja wiosną na kamienie leżałem na urologii, więc nie powinienem . (Mówię Wam – urologia w Warszawie tylko na Wołoskiej! Oddział wygląda lepiej niż w „Na dobre i na złe”. Poza tym miałem „jedynkę” z łazienką, więc luksusy jak w prywatnym szpitalu. I to na NFZ i bez koperty!). W pierwszej wersji tort miał być mega czekoladowy, tzn. biszkopt czekoladowy z kremem czekoladowym. Biszkopt czekoladowy (k-wa go mać) mi nie urósł i wyglądał co najwyżej jak brownie. K-wy oczywiście poleciały i następny upiekłem dla bezpieczeństwa bez kakao. Następnym razem spróbuję jeszcze raz. Wtedy nie miałem czasu na ryzykowne działania.

No, ale do rzeczy.
Biszkopt (najprostsze ciasto, jak mówi koleżanka znana jako „Jej Szerokość”):
• 5 jaj,
• ½ szklanki cukru,
• 1 cukier waniliowy (nie mylić z wanilinowym),
• ¾ szklanki mąki tortowej,
• ¼ szklanki mąki ziemniaczanej,
• 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia.

Z dodawaniem proszku jest jak z viagrą w pewnym wieku. Wzmaga rośnięcie. Bez też generalnie rośnie, ale jest ryzyko. Ja nie ryzykuję (z biszkoptem) i proszek dodaję.
1. Włączyłem piekarnik – 180°C.
2. Oddzieliłem żółtka od białek.
3. Wymieszałem mąki z proszkiem do pieczenia.
4. Białka ubiłem mikserem razem z cukrem i cukrem waniliowym na sztywną pianę.
5. Dodałem żółtka oraz mieszankę mąk i proszku do białek i delikatnie mieszałem ręcznie rózgą do połączenia składników.
Idea jest taka, żeby białka po ubiciu mieszać jak najmniej. Wbite do nich powietrze powoduje rośnięcie ciasta. Dlatego też są teorie, że biszkopt rośnie bez proszku. Ja nie zaprzeczam i nie potwierdzam.
6. Ciasto przełożyłem do tortownicy z wyłożonym papierem do pieczenia dnem.
Tortownicy nie smaruję masłem! Moja tortownica ma 28 cm, więc tort nie należy do wysokich. Po wyrośnięciu ciasto wypełniło około 60% jej wysokości.
7. Czas pieczenia 30-35 minut. Po 30. sprawdzam, czy wbity patyczek jest suchy. Jeśli jest to koniec, jeśli nie to kolejne 5 minut.
8. Po ostygnięciu biszkopt wyjmuję z formy. Aby nie doszło do uszkodzenia, trzeba go okroić po obwodzie. Papier ze spodu odkleja się bez trudu, więc no stress. Kroję na pół (w poprzek, of koz). Jeśli jest wystarczająco wysoki można na 3.
9. Dolną część układam na podstawie i nasączam obficie alkoholem.
W moim przypadku był to Ballantines, ale można go zastąpić innym równie mocnym alkoholem. Wszak trzeba Kobietę odpowiednio zadowolić.
10. Na nasączonym biszkopcie rozsmarowuję dżem. Ja użyłem niskosłodzonych powideł śliwkowych, ale może być też żurawina (na sprawy kobiece) lub czarna porzeczka (antyoksydanty na młodość i te sprawy). Ważne, żeby był orzeźwiający w smaku.
11. Przykrywam drugą częścią biszkoptu, którą również szczodrze nasączam wspomnianym wcześniej alkoholem wysokoprocentowym.

Krojąc biszkopt na 3 można czynność powtórzyć, albo jedną warstwę zastąpić kremem. A więc o kremie teraz:
• 1 szklanka śmietany kremówki,
• 250 g mascarpone w temperaturze pokojowej,
• ½ szklanki cukru,
• 125 g gorzkiej czekolady.
Generalnie proporcja jest taka: śmietana – ser – czekolada 1:1:1/2.

Czekoladę rozpuszczamy i mieszamy z mascarpone. Ubijamy śmietanę z cukrem. Jak się ubije, to stopniowo dodajemy do masy czekoladowej. Tu obowiązuje zasada jak z biszkoptem. Im mniej mieszamy, tym lepiej dla kremu. Pokrywamy biszkopt kremem. Bez obaw o ilość – na pewno wystarczy. Mi nawet zostało, więc oczywiście podjadłem sobie resztę. A co!

Zdobienie pozostawiam Waszej inwencji. Ja zastosowałem perełki cukrowe, żurawinę i czekoladę. Efekty 3D z czekolady uzyskuje się poprzez rozpuszczenie czekolady, rozsmarowaniu jej na folii aluminiowej i zamrożeniu. Potem łatwo się odkleja od folii i można giąć, rwać i układać.10 minut i jest gotowe!

Gotowy tort musi być mocno schłodzony. Ustawiłem lodówkę na 3°C i chłodziłem 3 godziny.

Niespodzianka chyba się udała. Było zaskoczenie, były łzy (mam nadzieję, że wzruszenia, a nie rozpaczy). Tort smakował. Nam na pewno. Mam nadzieję, że i Wam posmakuje.

Tarta łosoś-szpinak-ser

tarta-ł1 tarta-ł2 tarta-ł3

Czterech panów w kuchni nie licząc kota, czyli tarta francuska na urodzinach Kobiety.

Kto gotuje na urodzinach silnej i niezależnej Kobiety? No jak to kto? Mężczyźni! W dodatku przyszli z własnymi produktami. Koleżanka zasiadła na kanapie z lampką wina, a przybyli zabrali się za gotowanie. Kuchnia ma w przybliżeniu wymiany 2×2 m, co po odjęciu przestrzeni na szafki, blaty i sprzęty daje nie więcej niż 1 m2 przestrzeni życiowej. Chudzi w miarę jesteśmy, więc się zmieściliśmy. Każdy zabrał się za swoje danie, a jubilatka uwieczniła ten fakt nie wychodząc z szoku, że taka mała powierzchnia mieści aż 4 osoby oraz przerażonego całym tym faktem kota.

Tort był kulminacyjnym momentem imprezy urodzinowej. No ale co tu jeść w ramach gry wstępnej? Przecież nikt już w naszym wieku nie ma aż tak mocnej głowy, żeby pić wino na pusty żołądek. Ja np. usnąłbym w trakcie spożywania drugiego kieliszka. Taki jestem „ekonomiczny”.

Danie musiało być: smaczne, efektowne i co najważniejsze proste i szybkie. Wybór padł na:
Tartę francuską ze szpinakiem i łososiem.

· 1 opakowanie ciasta francuskiego,
· 200 g świeżego łososia,
· 2 garście liści szpinaku (gdy pośpiech jest naprawdę duży można zamienić ostatecznie na mrożony),
· 1 ząbek czosnku,
· 1 łyżka masła,
· 150 g sera pleśniowego typu Roquefort,
· 150 g sera żółtego twardego, np. Cheddar, Parmezan,
· Sól, pieprz, gałka muszkatołowa.

Opiszę 2 metody: „po Bożemu” i „szybki numerek”. Zacznę oczywiście od tej bardziej interesującej wszystkich, czyli tej szybkiej. Kto by miał czas na długie gotowanie z 3 innymi osobami, w nieswojej kuchni (niewielkiej w dodatku), podczas imprezy, gdy wszyscy głodni i do tego wino jest nalane do kieliszków? To teraz jak to zrobić „na szybko”:
1. Włączyłem piekarnik – 180°C.
2. Na patelni rozpuściłem masło.
3. Posiekałem drobno czosnek.
4. Wrzuciłem na patelnię i pozostawiłem dosłownie na chwilę. Jak sięgniecie po kieliszek i czosnek w międzyczasie zbrązowienie to musicie go wyrzucić i zacząć od nowa bo zepsuje smak.
5. Dołożyłem szpinaku i smażyłem na małym ogniu aż szpinak zmięknie. Przyprawiamy (tu musicie użyć zmysłu smaku (w końcu to początek imprezy i jeszcze go macie). Ja, np. lubię aromat gałki, ale nie każdy podziela mój entuzjazm, więc z nią to ostrożnie).
6. Rozwinąłem ciasto na blasze (najłatwiej na takiej czarnej, która jest dołączana przez producenta piekarnika) i układamy równomiernie szpinak. Pamiętajcie, żeby zostawić około 1 – 1,5 cm przestrzeni wolnej od boków ciasta. Wówczas boki wyrosną i tarta będzie ładniejsza.
7. Pokroiłem łososia. Może być w kostkę (1×1 cm), może być w plastry. Jak wolicie.
8. Ułożyłem na szpinaku.
9. Na wierzch starłem na tarce sery.
10. Włożyłem do piekarnika na najniższym poziomie i piekłem 15 minut.

Przez ten kwadrans musicie powstrzymać się od imprezowania i zbyt ostrego picia, gdyż bardzo łatwo przypalić ciasto i ser. Jak tylko widzicie że ciasto się rumieni, wyciągacie z piekarnika. Ser roztopił się już dawno, a łosoś surowy nie jest. Teraz w nagrodę należy wam się porządny „drynk”.

Mam cenną radę przy przygotowywaniu tego rodzaju tarty. Nie idźmy za naszą narodową tradycją, że im więcej nałożymy na ciasto, tym danie będzie lepsze. Ciasto „nie udźwignie” grubej warstwy dodatków i po prostu się będzie wykręcało i łamało. Chcecie wyżywić więcej żołądków? Kupcie 2 opakowania ciasta. Pracy niewiele więcej, a tarta się nie rozpaćka na waszych kolanach, czy podłodze. Ta uwaga tyczy się zarówno tarty, jak i pizzy. Część z Was na pewno kojarzy komentarze Magdy G., że pizza to nie tort. Przyłączam się do tego apelu!

Hmmm, to teraz należy Wam się słów kilka jak jest „po Bożemu”…

Teoria jest taka (bo zawsze robiłem na szybko), że po rozwinięciu ciasta robi się delikatne nacięcie nożem w odległości 1 cm od brzegu, środek wykłada papierem do pieczenia, obciąża się i piecze około 15 minut samo ciasto w 170°C. Potem nakłada dodatki i „dopieka” się jeszcze 10

Czym to obciążać? Ja mam w kuchni „dyżurną” fasolę. Kupiłem dawno temu pół kilograma najtańszej fasoli i używam jej do wszystkich wypieków wymagających obciążania spodów. Jest ona wielorazowego użytku. Kto mi tą metodę „sprzedał”? Oczywiście moja pierwsza kulinarna mentorka, czyli Babcia Ula!

Makaron z chorizo w 8 minut

chorizo1 chorizo2

Zabieracie lunch do pracy? Nie? Dlaczego? Nie macie czasu? Mój lunch robi się w 8 minut!

Wiecie czym Was karmią w bufetach? Nie chcecie wiedzieć!

Nigdy nie zapomnę lunchów, które były serwowane w bufecie w jednym z biurowców na Domaniewskiej. Nie pracowałem nigdy w Mordorze, ale swego czasu korzystałem z usług firmy szkoleniowej mieszczącej się kilka pięter wyżej. Nigdy chyba nie jadłem bardziej transgenicznego jedzenia. Jakby światło zgasili toby talerze świeciły!

Teraz natomiast w „zakładzie pracy” mam rozkoszną panią Lucynkę, serwującą dania rodem z PRL-u. Zupa na kostce, rozgotowane ziemniaki, mięso z sosem o konsystencji kisielu… Takie cuda.

Generalnie filozofia lunchowni jest taka: w pracy jedzą, bo nie mają alternatywy, a po pracy i tak nie przyjdą. Poza tym musi być względnie tanio, a czynsze w biurowcach małe nie są. Na czym oszczędzić najłatwiej? Na składnikach i technologii produkcji oczywiście. Podsumowując wywód, jakby to powiedziała Magda G., lunchownia „truje ludzi”.

Wykonanie mojej propozycji lunchu zajmuje 9 minut. Dlaczego akurat tyle? 8 minut to czas gotowania makaronu plus minuta na przełożenie z patelni do pojemnika.
• Makaron farfalle (ilość wg potrzeb),
• 50 g Chorizo,
• 4 suszone pomidory,
• ½ czerwonej papryki,
• ½ ząbka czosnku,
• kilka listków bazylii,
• pietruszka do posypania,
• 2 łyżki stołowe startego twardego sera (bez też dobrze smakuje),
• łyżeczka oliwy,
• Sól.

START!
1. Nastawiam makaron. Wrzucany do wrzątku na 8 minut (mój akurat na tyle, sprawdźcie na opakowaniu).
2. Na patelni rozgrzewam oliwę i wrzucam posiekany czosnek i chorizo.
3. Po chwili dodaję paprykę i pokrojone suszone pomidory.
4. Smażę na małym ogniu, aż ugotuje się makaron.
5. Siekam bazylię i pietruszkę.
6. Makaron odcedzam, mieszam na patelni z pozostałymi składnikami oraz startym serem.
7. Przekładam do pojemnika, posypuję pietruszką.

That’s all.

Przekonałem Was? Mam nadzieję. Pomyślcie też ile płacicie za taki makaronowy lunch w pracy, a ile Was kosztują składniki…

Wiem, że nie jest łatwo kupić chorizo, ale jedna z sieci dyskontów posiada w ciągłej sprzedaży kiełbasę „w stylu węgierskim” z papryką. Jest to, że tak powiem substytut dnia codziennego. Ostatecznie może być też salami z papryką, ale ona jeszcze mniej przypomina oryginał.

Nie wspomniałem o pieprzu, ponieważ kiełbasa jest ostra i wg mnie nie ma potrzeby dodawać. Możecie, jeśli chcecie.

Od mniej więcej 1,5 roku ograniczyłem spożycie soli. Przyzwyczaiłem się, np. do gotowania makaronu bez niej i przyprawiania tylko sosu. W przypadku tego dania posoliłem makaron lekko po odcedzeniu. Nie zabraniam Wam oczywiście jej stosować.

Spróbujcie jednak ograniczyć sól. Po tygodniu sami poczujecie, że dania mają smak nie tylko, gdy są mocno słone.

Ciasteczka Cookies

cookies2 cookies3 cookies4
Uwielbiam orzechy i aromat kardamonu, więc zrobiłem szybkie ciasteczka owsiane z orzechami i kardamonem. Żebym nie miał wyrzutów sumienia, ciasteczka zawierają płatki owsiane i orzechy (fit-wiadomo) oraz nie mają dużo cukru. Że kostkę masła to pominę!

• 250 g mąki,
• 100 g płatków owsianych,
• 100 g orzechów włoskich,
• 100 g orzechów arachidowych,
• 100 g cukru,
• 200 g masła,
• 100 g żurawiny,
• 2 jajka,
• Cukier waniliowy,
• 3 strączki kardamonu,
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia.

Jak zrobiłem?
1. Włączyłem piekarnik i ustawiłem na 180°C.
2. Orzechy wsypałem do blendera i krótko zmieliłem. Możecie posiekać nożem, efekt będzie taki sam.
3. Nasiona kardamonu wyjąłem ze strączków i rozgniotłem w moździerzu.
4. Wszystkie suche składniki wymieszałem.
5. Rozpuściłem masło i dodałem do suchych składników.
6. Wbiłem jajka i wymieszałem dokładnie.
7. Uformowałem ręką ciasteczka i ułożyłem na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
8. Czas pieczenia to 15 minut.

Uwaga! Nie bójcie się jeśli ciasto nie jest idealnie zwarte! To przez płatki i żurawinę. Formując ciastka musicie najpierw powygniatać ciasto ręką, aby zrobiła się kulka, a potem rozpłaszczacie ją na blasze. Potem wyrównujecie boki, coby ciastko ładne było. Po upieczeniu ciasteczka są miękkie, ale bez paniki. Jak ostygną będą twarde i chrupiące.

Jak już pisałem uwielbiam kardamon. Przywiozłem z wakacji w opakowanie, które ważyło chyba 200 g. Na 3 lata mi wystarczy. Prędzej zwietrzeje niż zużyję. W Polsce to przyprawa raczej droższa niż tańsza, a w Azji? To wielkie opakowanie kosztowało mniej więcej 2 USD! W dodatku aromat jest mocniejszy niż w przypadku tego kupionego w Polce… Nic tylko płakać. Dla równowagi powiem, że za to małe jabłuszko kosztowało dolara za sztukę.

Jeżeli nie macie kardamonu, a nie jesteście pewni czy Wam posmakuje, to polecam cukier waniliowy z jego dodatkiem. Spróbujecie, ocenicie. Produkt bardzo łatwo nabyć w spożywczym

Omlet szpinakowy

omlet

„They tried to make me go to rehab but I said ‚no, no, no’” – Regeneracyjne śniadanie poimprezowe.

Co najlepiej leczy kaca? Jajecznica. Ale czy ktoś by chciał czytać jak robiłem jajecznicę? Na pewno nie… Każdy robił nie raz i nie dwa… Na kacu lub nie.

Ja miałem gastrofazę (i składniki w lodówce) na omlet.
To jest porcja kilku osób (chociaż, to zależy od gastrofazy jaka Was dopadnie).
• 4 jajka,
• Mleko lub słodka śmietana (zawsze wlewam na oko, ale dla potrzeb przepisu powiedzmy kieliszek od wódki – zostańmy w klimacie imprezy),
• Garść szpinaku (lub 3 kostki z mrożonki – kto by się na kacu przejmował „że mrożony ;)”),
• Łyżka masła,
• 100 g sera feta,
• 1 czerwona papryka,
• Pieprz,
• Sól to opcja, ponieważ feta jest słona, zatem „as U wish”.

Jak zrobiłem?

1. Włączyłem piekarnik na funkcję grill + termoobieg.
2. Jajka wbiłem do miski, dodałem mleko, szczyptę pieprzu i ubiłem na jednolitą masę.
3. Na maśle podsmażyłem szpinak, aby stał się miękki.
4. Do masy dodałem pokrojone w kostkę fetę i czerwoną paprykę. Ser można tez pokruszyć palcami.
5. Na koniec dodałem szpinak i wszystko wymieszałem.
6. Całą masę wylałem na patelnię (była tłusta po szpinaku) i smażyłem na mniej więcej 50% mocy pola indukcyjnego, aż brzegi zaczną się lekko ścinać (nie można się spieszyć i ustawiać dużej mocy, bo się przypali).
7. Teraz patelnia wylądowała w piekarniku na mniej więcej 7 minut.

Kiedy jest gotowy? Gdy masa lekko urośnie i nie jest surowa. Generalnie to widać, kiedy masa się zetnie. Środek na końcu, boki najpierw. Mniej więcej trwa to 7 minut (taka szczęśliwa liczba). Mycia zębów w trakcie jednak nie polecam, bo spalić omleta nietrudno.

Pewnie się zastanawiacie jak to jest z tym dopiekaniem omleta w piekarniku. Przecież stopi się rączka?! Jak ktoś się nie zastanawia to tym gorzej dla niego.
Ja mam takie magiczne patelnie z odłączaną rączką. Świetny patent – polecam. Nie każdy jednak ma takie cuda. Ja też kiedyś nie miałem i żyłem. Radziłem sobie w taki sposób, że włączałem tylko grill (bez wentylatora), ustawiałem kratkę na najwyższym poziomie , wkładałem patelnię tak, aby rączka wystawała poza piekarnik i też się udawało. Dacie radę, mówię Wam!

Burgery

burger burger2
„A może byśmy tak, najmilszy, wpadli na dzień do Tomaszowa?” śpiewała Ewa Demarczyk. Ja się do Tomaszowa póki co nie wybieram, ale za to „Tomaszów” wpadł do mnie. Odwiedzili mnie w sumie trzej Tomasze. Obrodziło tych Tomków przyznacie. Jeden w dodatku mięsa nie (jak żyć?), więc mu vege zrobiłem. Nie ma to jak mieć rzadziej spotykane imię (Tato, dzięki, bo z tego co wiem to był Twój pomysł). Zazwyczaj Wojtek jest jeden, choć koleżanka mi niedawno napisała, że jest ostatnio bardzo popularne wśród młodych mam.
To są składniki na jednego burgera. Łatwo dokonać multiplikacji ilości składników.
• 1 bułka (Jaką wybrać najlepiej? O tym na końcu),
• 150 g wołowiny mielonej (ja kupuję w kawałku i mielę sam),
• 1 garść rukoli,
• 2 plastry sera z niebieską pleśnią,
• 1 duży plaster pomidora,
• 1 duża cebula,
• Mleko,
• Mąka krupczatka,
• Olej,
• 1 łyżka ketchupu,
• 1 łyżka majonezu,
• 1 łyżeczka musztardy dijon,
• Sól, pieprz.

Co z tym wszystkim zrobić?

1. Mięso wołowe mielę, doprawiam solą, pieprzem i musztardą. Powinna być wyczuwalna sól i pieprz oraz aromat musztardy. Dolewam 1 łyżkę stołową zimnej wody i mieszam. Dla tych delikatnych, co brzydzą się surowego mięsa powiem, że szczypta soli i pieprzu oraz musztarda generalnie wystarczy. Ja nie mam oporów przed spróbowaniem surowej wołowiny. Powiem więcej – uwielbiam tatara! Sami rozumiecie, że jest mi łatwiej.
2. Przygotowuję składniki. Plaster pomidora powinien być krojony w poprzek. Ważne jest, aby pomidor był duży. Gdy nie mamy takiego mogą być 2-3 mniejsze plastry.
3. Cebulę kroję w poprzek na plastry o grubości 5 mm i z najszerszych wybieram 4 krążki.
4. Moczę w mleku, obtaczam w mące i smażę na rozgrzanej patelni w głębokim tłuszczu. Wystarczy, aby olej sięgał do połowy wysokości. Po odwróceniu usmaży się równomiernie.
5. Usmażoną cebulę odsączam na papierowym ręczniku.
6. Bułkę kroję w poprzek i podpiekam na grillu w piekarniku, aby była chrupiąca.
7. Formuję burgera. Dobrze by było, że miał średnicę jak najbardziej zbliżoną do średnicy bułki.
8. „Kotleta” kładę na rozgrzanej patelni. Smażę z dwóch stron. (Ech powinienem powiedzieć jak długo… O tym na końcu, jeśli pozwolicie).
9. Spód bułki układam na talerzu. Smaruję majonezem, układam rukolę, pomidora, burgera, ser, krążki cebuli.
10. Wierzch smaruję ketchupem i zamykam.

Podałem z frytkami light i sałatką z jarmużu. Przepis będzie, więc bądźcie czujni!

Bułka to drugi po wołowinie ważny składnik każdego burgera. Absolutnie odradzam bułki do hamburgerów. Są miękkie, nasiąkają jak gąbka, wszystko się rozpada i leje po palcach. Ja wybieram zazwyczaj bulkę pszenną z ziarnami. W Warszawie do kupienia w jednej z piekarni sieciowych. Dobrze sprawdza się bułka poznańska z nacięciem podłużnym, zwana „bułką z pupcią”.

Wołowina na burgera dobrze jeśli ma trochę tłuszczu, wówczas uda się bez uszczerbku na jego formie usmażyć na suchej patelni. W sekrecie powiem, że można lekko posmarować mięso olejem, jeśli kupiliśmy np. ligawę. Specjaliści będą hejtować! Przydaje się patelnia grillowa, ale na zwykłej teflonowej też się udaje. Ja lubię jeśli mięso jest surowe w środku, więc smażę dosłownie pół minuty z każdej strony. W opcji „well done” 1-2 minuty z jednej i drugiej strony. Nie więcej, bo będzie suchy wiór.