Makaron z chorizo w 8 minut

chorizo1 chorizo2

Zabieracie lunch do pracy? Nie? Dlaczego? Nie macie czasu? Mój lunch robi się w 8 minut!

Wiecie czym Was karmią w bufetach? Nie chcecie wiedzieć!

Nigdy nie zapomnę lunchów, które były serwowane w bufecie w jednym z biurowców na Domaniewskiej. Nie pracowałem nigdy w Mordorze, ale swego czasu korzystałem z usług firmy szkoleniowej mieszczącej się kilka pięter wyżej. Nigdy chyba nie jadłem bardziej transgenicznego jedzenia. Jakby światło zgasili toby talerze świeciły!

Teraz natomiast w „zakładzie pracy” mam rozkoszną panią Lucynkę, serwującą dania rodem z PRL-u. Zupa na kostce, rozgotowane ziemniaki, mięso z sosem o konsystencji kisielu… Takie cuda.

Generalnie filozofia lunchowni jest taka: w pracy jedzą, bo nie mają alternatywy, a po pracy i tak nie przyjdą. Poza tym musi być względnie tanio, a czynsze w biurowcach małe nie są. Na czym oszczędzić najłatwiej? Na składnikach i technologii produkcji oczywiście. Podsumowując wywód, jakby to powiedziała Magda G., lunchownia „truje ludzi”.

Wykonanie mojej propozycji lunchu zajmuje 9 minut. Dlaczego akurat tyle? 8 minut to czas gotowania makaronu plus minuta na przełożenie z patelni do pojemnika.
• Makaron farfalle (ilość wg potrzeb),
• 50 g Chorizo,
• 4 suszone pomidory,
• ½ czerwonej papryki,
• ½ ząbka czosnku,
• kilka listków bazylii,
• pietruszka do posypania,
• 2 łyżki stołowe startego twardego sera (bez też dobrze smakuje),
• łyżeczka oliwy,
• Sól.

START!
1. Nastawiam makaron. Wrzucany do wrzątku na 8 minut (mój akurat na tyle, sprawdźcie na opakowaniu).
2. Na patelni rozgrzewam oliwę i wrzucam posiekany czosnek i chorizo.
3. Po chwili dodaję paprykę i pokrojone suszone pomidory.
4. Smażę na małym ogniu, aż ugotuje się makaron.
5. Siekam bazylię i pietruszkę.
6. Makaron odcedzam, mieszam na patelni z pozostałymi składnikami oraz startym serem.
7. Przekładam do pojemnika, posypuję pietruszką.

That’s all.

Przekonałem Was? Mam nadzieję. Pomyślcie też ile płacicie za taki makaronowy lunch w pracy, a ile Was kosztują składniki…

Wiem, że nie jest łatwo kupić chorizo, ale jedna z sieci dyskontów posiada w ciągłej sprzedaży kiełbasę „w stylu węgierskim” z papryką. Jest to, że tak powiem substytut dnia codziennego. Ostatecznie może być też salami z papryką, ale ona jeszcze mniej przypomina oryginał.

Nie wspomniałem o pieprzu, ponieważ kiełbasa jest ostra i wg mnie nie ma potrzeby dodawać. Możecie, jeśli chcecie.

Od mniej więcej 1,5 roku ograniczyłem spożycie soli. Przyzwyczaiłem się, np. do gotowania makaronu bez niej i przyprawiania tylko sosu. W przypadku tego dania posoliłem makaron lekko po odcedzeniu. Nie zabraniam Wam oczywiście jej stosować.

Spróbujcie jednak ograniczyć sól. Po tygodniu sami poczujecie, że dania mają smak nie tylko, gdy są mocno słone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *