Tarta łosoś-szpinak-ser

tarta-ł1 tarta-ł2 tarta-ł3

Czterech panów w kuchni nie licząc kota, czyli tarta francuska na urodzinach Kobiety.

Kto gotuje na urodzinach silnej i niezależnej Kobiety? No jak to kto? Mężczyźni! W dodatku przyszli z własnymi produktami. Koleżanka zasiadła na kanapie z lampką wina, a przybyli zabrali się za gotowanie. Kuchnia ma w przybliżeniu wymiany 2×2 m, co po odjęciu przestrzeni na szafki, blaty i sprzęty daje nie więcej niż 1 m2 przestrzeni życiowej. Chudzi w miarę jesteśmy, więc się zmieściliśmy. Każdy zabrał się za swoje danie, a jubilatka uwieczniła ten fakt nie wychodząc z szoku, że taka mała powierzchnia mieści aż 4 osoby oraz przerażonego całym tym faktem kota.

Tort był kulminacyjnym momentem imprezy urodzinowej. No ale co tu jeść w ramach gry wstępnej? Przecież nikt już w naszym wieku nie ma aż tak mocnej głowy, żeby pić wino na pusty żołądek. Ja np. usnąłbym w trakcie spożywania drugiego kieliszka. Taki jestem „ekonomiczny”.

Danie musiało być: smaczne, efektowne i co najważniejsze proste i szybkie. Wybór padł na:
Tartę francuską ze szpinakiem i łososiem.

· 1 opakowanie ciasta francuskiego,
· 200 g świeżego łososia,
· 2 garście liści szpinaku (gdy pośpiech jest naprawdę duży można zamienić ostatecznie na mrożony),
· 1 ząbek czosnku,
· 1 łyżka masła,
· 150 g sera pleśniowego typu Roquefort,
· 150 g sera żółtego twardego, np. Cheddar, Parmezan,
· Sól, pieprz, gałka muszkatołowa.

Opiszę 2 metody: „po Bożemu” i „szybki numerek”. Zacznę oczywiście od tej bardziej interesującej wszystkich, czyli tej szybkiej. Kto by miał czas na długie gotowanie z 3 innymi osobami, w nieswojej kuchni (niewielkiej w dodatku), podczas imprezy, gdy wszyscy głodni i do tego wino jest nalane do kieliszków? To teraz jak to zrobić „na szybko”:
1. Włączyłem piekarnik – 180°C.
2. Na patelni rozpuściłem masło.
3. Posiekałem drobno czosnek.
4. Wrzuciłem na patelnię i pozostawiłem dosłownie na chwilę. Jak sięgniecie po kieliszek i czosnek w międzyczasie zbrązowienie to musicie go wyrzucić i zacząć od nowa bo zepsuje smak.
5. Dołożyłem szpinaku i smażyłem na małym ogniu aż szpinak zmięknie. Przyprawiamy (tu musicie użyć zmysłu smaku (w końcu to początek imprezy i jeszcze go macie). Ja, np. lubię aromat gałki, ale nie każdy podziela mój entuzjazm, więc z nią to ostrożnie).
6. Rozwinąłem ciasto na blasze (najłatwiej na takiej czarnej, która jest dołączana przez producenta piekarnika) i układamy równomiernie szpinak. Pamiętajcie, żeby zostawić około 1 – 1,5 cm przestrzeni wolnej od boków ciasta. Wówczas boki wyrosną i tarta będzie ładniejsza.
7. Pokroiłem łososia. Może być w kostkę (1×1 cm), może być w plastry. Jak wolicie.
8. Ułożyłem na szpinaku.
9. Na wierzch starłem na tarce sery.
10. Włożyłem do piekarnika na najniższym poziomie i piekłem 15 minut.

Przez ten kwadrans musicie powstrzymać się od imprezowania i zbyt ostrego picia, gdyż bardzo łatwo przypalić ciasto i ser. Jak tylko widzicie że ciasto się rumieni, wyciągacie z piekarnika. Ser roztopił się już dawno, a łosoś surowy nie jest. Teraz w nagrodę należy wam się porządny „drynk”.

Mam cenną radę przy przygotowywaniu tego rodzaju tarty. Nie idźmy za naszą narodową tradycją, że im więcej nałożymy na ciasto, tym danie będzie lepsze. Ciasto „nie udźwignie” grubej warstwy dodatków i po prostu się będzie wykręcało i łamało. Chcecie wyżywić więcej żołądków? Kupcie 2 opakowania ciasta. Pracy niewiele więcej, a tarta się nie rozpaćka na waszych kolanach, czy podłodze. Ta uwaga tyczy się zarówno tarty, jak i pizzy. Część z Was na pewno kojarzy komentarze Magdy G., że pizza to nie tort. Przyłączam się do tego apelu!

Hmmm, to teraz należy Wam się słów kilka jak jest „po Bożemu”…

Teoria jest taka (bo zawsze robiłem na szybko), że po rozwinięciu ciasta robi się delikatne nacięcie nożem w odległości 1 cm od brzegu, środek wykłada papierem do pieczenia, obciąża się i piecze około 15 minut samo ciasto w 170°C. Potem nakłada dodatki i „dopieka” się jeszcze 10

Czym to obciążać? Ja mam w kuchni „dyżurną” fasolę. Kupiłem dawno temu pół kilograma najtańszej fasoli i używam jej do wszystkich wypieków wymagających obciążania spodów. Jest ona wielorazowego użytku. Kto mi tą metodę „sprzedał”? Oczywiście moja pierwsza kulinarna mentorka, czyli Babcia Ula!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *